środa, 4 lutego 2015

Rozdział I : Ciężka praca popłaca

          Samolot z Polski wylądował na jednym z pasów, na lotnisku w New Delhi. Każdy z pasażerów opuścił pokład, marząc o tym by zjeść coś porządnego, umyć się i pójść spać. Z wyjątkiem pary dwudziestolatków, którzy jak dzieci skakali, wykrzykując, że są w Indiach. Razem z pozostałymi turystami odebrali swoje bagaże i udali się przed budynek, gdzie roiło się od taksówek. Pomimo późnej godziny ludzi było bardzo dużo. Nina i Dawid ledwo, co wepchnęli się do jednego z pojazdów, mającego posługiwać za taksówkę. Całe miasto dudniło życiem, niczym  Nowy Jork. Każdy zakątek zapełniony był ludźmi. Nie tylko hindusi wędrowali po tutejszych chodnikach, również wielu turystów nie odmawiało sobie wieczornych spacerów. Dawidowi nawet o uszy obił się urywek rozmowy jakiś Polaków.
-163.3 Rupa'ē hō jā'ēgā – powiedział taksówkarz.
-Nina, co on powiedział? – zapytał zdezorientowany chłopak.
          Pewnie, gdyby nie jego przyjaciółka Nina, nie odważyłby się przyjechać sam do Indii. Dziewczyna, kiedy była na studiach pojechała na rok do tego kraju, aby nakręcić reportaż. W tak krótkim czasie dużo się tutaj nauczyła; nie tylko języka, ale też tradycji i kultury, jaka panowała. Po za tym dziewczyna od małego uwielbiała ten kraj. Jej mamy koleżanka była hinduską i kiedy odwiedzały ją, zawsze pozwalała jej przymierzać różne sari, opowiadała ciekawe rzeczy i przyrządzały specjały kuchni hinduskiej. Ciocia często powtarzała jej, że spokojnie mogłaby wyjechać do Indii i nikt by nie skapnął się że dziewczyna pochodzi z Polski. To wszystko mogła zawdzięczać swojej egzotycznej urodzie. Miała delikatnie ciemniejszą karnację, długie, puszyste, ciemnobrązowe włosy oraz duże czekoladowe oczy.
-Że musimy zapłacić – odpowiedziała, podając mężczyźnie pieniądze.
                Wysiadając z powozu w oczy od razu rzucił im się wielki, ozdabiany freskami hotel. Na szczycie widniały cztery złote gwiazdki. U progu hotelu zawitał ich lokaj, proponując przetransportowanie bagaży. Zgodnie ze sobą odmówili, starając się jak najmniej narobić sobie kłopotów. Wchodząc do środka, doznali kolejnego zauroczenia. Główny hol był przeogromny. Po środku znajdowała się fontanna, tryskając aż za nadto niebieską wodą. Wszystko wokół było złote, a personel chodził w czarnych eleganckich uniformach. Nina widząc całe piękno zorientowała się dopiero, że otworzyła buzię, kiedy Dawid palcem brodę wziął do góry.
-Jeszcze nie otwieraj buzi. Dopiero szczęka ci opadnie, kiedy zobaczysz nasz apartament – puścił oczko w stronę przyjaciółki, po czym wyjął aparat i zaczął robić zdjęcia wszystkiemu, co się ruszało.
Dawid miał na tyle szczęście w życiu, że jego rodzice byli bogaci. On to doskonale wykorzystywał. Nie śmiał nigdy twierdzić, że nie będzie pracował, a że będzie żył na utrzymaniu rodziców. Wręcz przeciwnie. Fakt faktem traktował  rodziców w sprawach finansowych jak sponsorów; opłacali mu studia, mieszkanie, drogi sprzęt, lecz on w tym czasie rozwijał się, aby spełnić swoje marzenia o staniu się słynnym fotografem.
Jeden z pracowników zaprowadził ich pod same drzwi pokoju numer 1547. Otworzył drzwi za pomocą specjalnej karty i w ten z Dawida i Niny wydobyły się piski. Apartament posiadł trzy naprawdę spore pokoje, dwie łazienki, kuchnię połączoną z jadalnią i z salonem. Wszystko udekorowane było pod kątem stylu orientalnego, a więc nie brakowało różnych złotych wzorów, słoni, figurek bożków oraz kadzidełek.
-Rezerwuje największy pokój! – krzyknęła dziewczyna i rzuciła się na jeden z pokoi.
Dawid w tym czasie, kiedy Nina śpiewała i tańczyła w swoim pokoju, szykował posiłek dla niej. Wiedział, że jeśli tego nie zrobi, to ona nawet by nie śmiała przekroczyć progu kuchni. Znał ją świetnie i to, co mogła jeść. Chłopak uśmiechał się pod nosem na samą myśl, jaka ona była szczęśliwa. Rzadko, kiedy się uśmiechała tak sama z siebie, ale gdy to już robiła, była wtedy naprawdę radosna. Nagle, gdy w domu zrobiło się cicho, Dawid zmartwiony podszedł pod drzwi pokoju Niny. Dwudziestolatka stała przed lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu ze smętną miną.
-Dawid, ja nie dam rady – powiedziała ze smutkiem w głosie.
-Oczywiście, że dasz. – Podszedł do niej, stanął za nią i razem przyglądali się odbiciom w lustrze. W pewnej chwili szatynka odwróciła się do niego, patrząc w jego zielone oczy.
-A, jeśli zapomnę kroków? Jeśli się potknę o własne stopy i upadnę na ziemię?!
-Na pewno nie zrobisz sobie takiego wstydu jak ten Raj w poprzedniej edycji
-Co ty powiedziałeś?! Jak możesz tak mówić! Widziałeś jak on wyglądał?! Był cały we krwi, ledwo stał na nogach…
-Naćpał się przed turniejem, a potem wdał w bójkę – skomentował bez cienia emocji Dawid.
-Jak możesz być taki powierzchowny jak inni? To nie jest prawda, jestem tego pewna.
*
           Kolejka przed studiem tanecznym mierzyła dobre parę kilometrów. Wszystkie dziewczyny przystrojone były w sari i co chwilę gdzieś słychać było brzęk szklanych bransoletek. Była dopiero szósta nad ranem, słońce wschodziło, a ptaki dopiero zaczynały gwizdać radosne melodie.  Za godzinę rozpoczynał się casting, a każdy obecny już powoli zaczynał przygotowywać się tak jakby zaraz miał wejść do małej salki, by pokazać swoje możliwości. Nina trzymała w  jednej ręce kapelusz, a w drugą wymachiwała, dając do zrozumie, że potrzebuje bez przepychanek przejść. Biegła z Dawidem, który co chwilę przepraszał, którąś z dziewczyn za Ninę. Zatrzymali się przy stole zapisów, grubsza kobieta na widok rozczochranej dziewczyny uniosła brew do góry. Nina zapisała się, przyczepiła kartę uczestnika i stanęła w jednej z krótszych kolejek, uzyskanej dzięki hojności Dawida.
Mijały godziny, a kolejka jak rosła tak nadal się zwiększała. Nina była co raz bliżej drzwi wejściowych i w przeciwieństwie do pozostałych kandydatek nie ćwiczyła, nie rozciągała się, tylko nuciła pod nosem piosenki ABBY.
-Nina Parvati – zawołała jedna z przewodniczących castingiem.
-Nina Parvati? – zapytał z wątpliwością Dawid.
-No co? – szepnęła. – Nie znam się na tych hinduskich nazwiskach.
Dziewczyna oddała Dawidowi torbę i inne papiery. Rozpuściła włosy i pewnym krokiem weszła na salę. Po środku znajdywał się średniej wielkości stół, przy którym siedziała jakaś starsza pani i mężczyzna. Facet na oko miał prawie trzydzieści lat. Był niesamowicie przystojny i kiedy Nina zdała sobie sprawę, że jest to Raj – trener nowej drużyny – uśmiechnęła się pod nosem.
-Witam. Nazywam się Nina Parvati, mam dwadzieścia pięć lat i od ósmego roku  tańczę…
-Nina, na pewno jesteś z Indii? – spytała kobieta.
-No tak. Mój ojciec jest z Indii, a matka z Polski – odpowiedziała, nie dając po sobie poznać, że blefuje.
-Mhm. Słychać lekki akcent w twojej wymowie, ale nie jest źle – dodała.
-Pani Amaro, dziękuje ci – zwrócił się do siwogłowej pani Raj. – Chciałbym, abyś zaprezentowała co potrafisz.
{Mniej więcej wyobraź sobie, że Nina tańczyła tak KLIK }
Kiedy dziewczyna zakończyła swój taniec, zauważyła, że wprawiła w bezruch każdego na sali z wyjątkiem Raja.  To od niego zależało czy dostanie się do zespołu, czy też wróci z powrotem do Polski. Czuła jak serce mocno zderza się z jej klatką piersiową. Przez cały dzień nic nie jadła, po za wypiciem dwóch litrów wody, przez co miała wrażenie, że zaraz opadnie na podłogę. Raj wziął do rąk ponownie kartę uczestnika, spojrzał na nią, po czym szepnął coś do siedzącej obok starszej pani.
-Nina – zaczął – gratulujemy dostania się do indyjskiego zespołu tanecznego!
Nina nie miała pojęcia co powinna zrobić w takiej chwili. Miała ochotę wycałować każdego z jury, ale wiedziała, że byłoby to niestosowane.
-No chodź tu do nas. – Raj machnął w jej kierunku ręką. Szatynka nieśmiało podeszła do chłopaka, a ten objął ją ramieniem, lecz po chwili je odsunął.
*
-Mów jak ci poszło! – krzyczał Dawid.
-Dostałam się! Dostałam się! Jestem teraz indyjską tancerką! – Nina również krzyczała.
Przyjaciel podniósł Ninę do góry i obrócił parę razy. Tym razem dziewczyna na to pozwoliła, gdyż była ogarnięta ogromną euforią i nie potrafiła się skupić na pewnych detalach. Obydwoje całą drogę się śmiali, co chwile coś śpiewając. Po drodze wstąpili do knajpy, aby napić się szampana i wina.
           Lekko podpici i wciąż roześmiani, tak jak byli ubrani, tak położyli się do swoich łóżek. Dawid coś brzdąkał na swojej gitarze, a Nina powracając do rzeczywistości zaczęła się zastanawiać, dlaczego Raj odsunął od niej rękę.

________________________________________________________________________________
1.Co myślicie o rozdziale?
2. Dlaczego Raj odsunął od niej rękę?
3. Czy myślicie, że Ninie na dobre zrobi jeżeli będzie podszywać się pod hinduskę?
Dziękuje za przeczytanie i zapraszam do dzielenia się opiniami :))

piątek, 23 stycznia 2015

PROLOG

Nowy York, 1995 rok   
 Cała indyjska drużyna czekała w garderobie, odliczając minuty. Dzisiejszy dzień był nie tylko dla nich ważny, ale również dla całych Indii. Tego wieczoru, kiedy wygrają, udowodnią całemu światu, że hindusi tańczą najlepiej. Wszystko wydawało się być idealnie zaplanowane z wyjątkiem jednej ważnej rzeczy. Jednego z najlepszych tancerzy jeszcze nie było i nikt nie wiedział co się z nim działo. Każdy chodził rozkojarzony po pokoju, zastanawiając się nad tym co się stanie, jeżeli ostatni członek ich ekipy się nie zjawi.
-Gdzie on jest?! - krzyknął Saif.
-Jeśli Raj [czyt.Rać] nie zjawi się to możemy się już pakować - dodała smutno Maya.
             Raj wiedział, że jest spóźniony. Biegł przez całe miasto, nie bacząc na czerwone światła czy na przejeżdżające samochody. Szybko rzucił wzrokiem na zegarek. Jeśli się by się pospieszył to zdążyłby równo na czas. Kiedy chłopak był już niedaleko studia na jego drogę wkroczyło paru mężczyzn.
-Dies ist Raj - powiedział jeden do pozostałych.
Raj rozpoznał ich, była to grupa Niemców, która przyjechała razem z finalistami, aby im kibicować. Nie miał pojęcia co mówili do siebie, ale wiedział, że nie ma czasu na przepychanki.
-Przepraszam, spieszę się - powiedział do nich po angielsku.
Kiedy próbował przebić się przez mur stojących Niemców, ci przybliżyli się do siebie jeszcze bardziej, dając Rajowi do zrozumienia, że nigdzie nie idzie.
-Zróbmy z nim porządek - zarzucił blondyn.
Utworzyli koło, po czym zaczęli popychać Raja. Kiedy chłopakowi zaczęło się kręcić w głowie, jeden z nich kopnął go w brzuch. Raj upadł, kurczowo trzymając się w obolałe miejsce. Jeden z rabusiów podszedł do niego od tyłu i dwa razy mocniej od poprzedniego, kopnął go w plecy. Cała piątka zaczęła nakładać Raja, na przemian - raz w brzuch, raz w plecy. Hindus czuł jak do buzi napływa mu krew, a z oczu wylewają się łzy. W pewnym momencie blondyn chwycił go za włosy i pociągnął do góry. Raj mógł w tej chwili przyjrzeć się twarzy przeciwnika. Widział w jego oczach pewność siebie, którą w tej chwili dwudziestolatek chciał mu odebrać. Uśmiechnął się szyderczo, wydał okrzyk, po czym wymierzył prawego sierpowego w twarz wroga. Ten upadł na ziemię i pozostała czwórka rzuciła się na Raja. Chłopak szybko zilustrował okolice i gdy ujrzał blaszaną rurę, rzucił się do niej biegiem. Chwycił w pokaleczone dłonie rurę i zaczął okładać pozostałych agresorów. Każdy kto się do niego zbliżył, po chwili znajdował się na ziemi. Raj już nawet nie patrzył komu zadaje ciosy , ale gdy zorientował się że wszyscy leżą pokrwawieni, rzucił gdzieś w kąt przedmiot i pobiegł w kierunku wejścia na scenę. Nie zwracał uwagi na to jak wyglądał, liczyło się jedynie to, aby zdążyć na show.
W garderobie nie było nikogo, a zegarek wiszący na ścianie wskazywał, że wielki finał czas było zacząć. Chłopak nie przebierając się, ile sił mając w nogach, pobiegł na scenę. Kurtyna była jeszcze nie odsłonięta, ale cała drużyna niemiecka i hinduska stała przygotowana.
-O Mój Boże! Raj! Co ci się stało?! - przerażona Sonia podbiegła do Raja. Ten nie zwracał uwagi na nią, złowrogim wzrokiem spoglądał na kapitana Niemiec.
Ktoś zza kurtyny słowami zapowiedział show. Kurtyna wzniosła się w górę, a muzyka rozbrzmiała na całą salę. Wszyscy, włącznie z komentatorami byli skupieni na całym we krwi Raju. Chłopak nie był wstanie tańczyć, nadal było mu słabo i wszystko go bolało. Jednak, gdy przypomniał sobie o wygranej, wziął się w garść i dopasowując się do towarzyszy, tańczył jak najlepiej mógł. Po paru chwilach jeden z przeciwników niezauważalnie podciął nogę Rajowi, ten jak długi, upadł na scenę i stracił przytomność.
Ten upadek był nie tylko jego upadkiem, ale również całych Indii. Niemcy wygrali, a Raj razem z całym narodem ponieśli światową klęskę. W drodze powrotnej chłopak nie zamienił z nikim słowa -ani ze swoimi przyjaciółmi, ani z dziennikarzami. Nie wspomniał nic o ataku na nim, o tym że musiał na prawdę musiał stoczyć walkę o dojście na scenę. W tamtej chwili chciał jedynie wyjechać gdzieś w spokojnie miejsce, aby nikt więcej o nim nie słyszał, żeby ludziom z głowy wyleciał slogan "Raj, zakrwawiony symbol wstydu Indii".