Nowy York, 1995 rok
Cała indyjska drużyna czekała w garderobie, odliczając minuty. Dzisiejszy dzień był nie tylko dla nich ważny, ale również dla całych Indii. Tego wieczoru, kiedy wygrają, udowodnią całemu światu, że hindusi tańczą najlepiej. Wszystko wydawało się być idealnie zaplanowane z wyjątkiem jednej ważnej rzeczy. Jednego z najlepszych tancerzy jeszcze nie było i nikt nie wiedział co się z nim działo. Każdy chodził rozkojarzony po pokoju, zastanawiając się nad tym co się stanie, jeżeli ostatni członek ich ekipy się nie zjawi.-Gdzie on jest?! - krzyknął Saif.
-Jeśli Raj [czyt.Rać] nie zjawi się to możemy się już pakować - dodała smutno Maya.
Raj wiedział, że jest spóźniony. Biegł przez całe miasto, nie bacząc na czerwone światła czy na przejeżdżające samochody. Szybko rzucił wzrokiem na zegarek. Jeśli się by się pospieszył to zdążyłby równo na czas. Kiedy chłopak był już niedaleko studia na jego drogę wkroczyło paru mężczyzn.
-Dies ist Raj - powiedział jeden do pozostałych.
Raj rozpoznał ich, była to grupa Niemców, która przyjechała razem z finalistami, aby im kibicować. Nie miał pojęcia co mówili do siebie, ale wiedział, że nie ma czasu na przepychanki.
-Przepraszam, spieszę się - powiedział do nich po angielsku.
Kiedy próbował przebić się przez mur stojących Niemców, ci przybliżyli się do siebie jeszcze bardziej, dając Rajowi do zrozumienia, że nigdzie nie idzie.
-Zróbmy z nim porządek - zarzucił blondyn.
Utworzyli koło, po czym zaczęli popychać Raja. Kiedy chłopakowi zaczęło się kręcić w głowie, jeden z nich kopnął go w brzuch. Raj upadł, kurczowo trzymając się w obolałe miejsce. Jeden z rabusiów podszedł do niego od tyłu i dwa razy mocniej od poprzedniego, kopnął go w plecy. Cała piątka zaczęła nakładać Raja, na przemian - raz w brzuch, raz w plecy. Hindus czuł jak do buzi napływa mu krew, a z oczu wylewają się łzy. W pewnym momencie blondyn chwycił go za włosy i pociągnął do góry. Raj mógł w tej chwili przyjrzeć się twarzy przeciwnika. Widział w jego oczach pewność siebie, którą w tej chwili dwudziestolatek chciał mu odebrać. Uśmiechnął się szyderczo, wydał okrzyk, po czym wymierzył prawego sierpowego w twarz wroga. Ten upadł na ziemię i pozostała czwórka rzuciła się na Raja. Chłopak szybko zilustrował okolice i gdy ujrzał blaszaną rurę, rzucił się do niej biegiem. Chwycił w pokaleczone dłonie rurę i zaczął okładać pozostałych agresorów. Każdy kto się do niego zbliżył, po chwili znajdował się na ziemi. Raj już nawet nie patrzył komu zadaje ciosy , ale gdy zorientował się że wszyscy leżą pokrwawieni, rzucił gdzieś w kąt przedmiot i pobiegł w kierunku wejścia na scenę. Nie zwracał uwagi na to jak wyglądał, liczyło się jedynie to, aby zdążyć na show.
W garderobie nie było nikogo, a zegarek wiszący na ścianie wskazywał, że wielki finał czas było zacząć. Chłopak nie przebierając się, ile sił mając w nogach, pobiegł na scenę. Kurtyna była jeszcze nie odsłonięta, ale cała drużyna niemiecka i hinduska stała przygotowana.
-O Mój Boże! Raj! Co ci się stało?! - przerażona Sonia podbiegła do Raja. Ten nie zwracał uwagi na nią, złowrogim wzrokiem spoglądał na kapitana Niemiec.
Ktoś zza kurtyny słowami zapowiedział show. Kurtyna wzniosła się w górę, a muzyka rozbrzmiała na całą salę. Wszyscy, włącznie z komentatorami byli skupieni na całym we krwi Raju. Chłopak nie był wstanie tańczyć, nadal było mu słabo i wszystko go bolało. Jednak, gdy przypomniał sobie o wygranej, wziął się w garść i dopasowując się do towarzyszy, tańczył jak najlepiej mógł. Po paru chwilach jeden z przeciwników niezauważalnie podciął nogę Rajowi, ten jak długi, upadł na scenę i stracił przytomność.
Ten upadek był nie tylko jego upadkiem, ale również całych Indii. Niemcy wygrali, a Raj razem z całym narodem ponieśli światową klęskę. W drodze powrotnej chłopak nie zamienił z nikim słowa -ani ze swoimi przyjaciółmi, ani z dziennikarzami. Nie wspomniał nic o ataku na nim, o tym że musiał na prawdę musiał stoczyć walkę o dojście na scenę. W tamtej chwili chciał jedynie wyjechać gdzieś w spokojnie miejsce, aby nikt więcej o nim nie słyszał, żeby ludziom z głowy wyleciał slogan "Raj, zakrwawiony symbol wstydu Indii".
Ciekawy początek. Mam nadzieję, że się jakoś rozkręci. Życzę weny! ;)
OdpowiedzUsuń☼☼ dark-life-of-a-single-girl.blogspot.com ☼☼
♡
OdpowiedzUsuńPodoba mi się prolog, jest ciekawy i naprawdę zapowiada się fajne opowiadanie.
OdpowiedzUsuńSzkoda mi Raja na oczach całego świata ośmieszył się, zupełnie nie ze swojej winy:(
Zastanawiam się co będzie dalej ...
http://nim-ci-zaufam.blogspot.com/
Zapowiada się bardzo ciekawie :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie http://mypassionpaula.blogspot.com/ :)
Bardzo ciekawy prolog, podoba mi się :) Lubię tego typu dramaty.
OdpowiedzUsuńŚwietne! :)
OdpowiedzUsuńSuper! Bardzo oryginalne :)
OdpowiedzUsuńhopefulness5.blogspot.com
PS: U mnie nowy rozdział.